LARP Arma 3 – Polski LEGION w Afghanistanie cz. 1

RELACJA Z REKONSTRUKCJI DZIAŁAŃ

ostatniego XIV kontyngentu w bazie Ghazni

polishfactorbyelmo

Dowodzenie : por (Polański Franciszek) PolishFactor

Z pamiętnika dowódcy XIV zmiany w Afganistanie:

Kolejna długa zamiana….  To moja już 7  misja w tym cholernym wypalonym słońcem, pustynnym i skalistym kraju.  Po wszystkich przeprowadzkach z baz w Ghazni mamy typowy „domowy” burdel. Ewakuowano XIII zmianę i musimy po kolegach posprzątać i zamknąć otwarte sprawy. Zostało nas już tylko 25%   z  2500 jakie w szczycie XII i XIII zmiany wykonywało codzienne zadania. Zadań jednak nie zmalało…  Brak ludzi doskwiera na każdym kroku. Na posiłki z kraju nie ma już co liczyć. To ostatnia zmiana z powodu braków kadrowych będzie więc najbardziej niebezpieczna.  Klimat społecznego poparcia  dla walki o rozwój bez fanatyzmu w Afganistanie wygasł , po wydaniu  prawie 6,5mld złotych, 44 poległych i 300 poważnie rannych.  Co z tego, że dzięki temu mamy najlepiej w historii doposażone w sprzęt i  najlepiej zaprawione w boju jednostki, które przysłużą się naszej ojczyźnie.  Rosjanie już nam nie zagrażają więc obcieto kasę na rozwój. Oj przejedziemy się jak kiedyś na takiej filiozofii…  Dziś nikt tu żadnych kokosów nie zbił i nie zrobi „dobrych” interesów, więc to koniec pieśni, chyba ,że znowu w Europie zaczną znowu masowo wylatywać cywile w powietrze ,a Talibowie wykręcą jakiś większy numer z bestialskim i średniowiecznym państwem walczącym z wszystkimi i wszystkim co się tylko od nich różni.

Dzisiaj jak doniósł mi kolega ze sztabu ma przyjechać „niezapowiedziana ” inspekcja. Trzeba będzie skołować dobrą wódkę na wieczór. Na panienki też nie ma szans, bo tu tylko gołe kozy biegają po skałach… 🙂 Trep ze sztabu spróbuje pojechać po nas równo by zasłużyć na medal.  Inna sprawa ,że   burdel po przyjeździe nowych panuje niemiłosierny i trzeba coś z tym zrobić.  Muszę szybko ogarnąć to całe pozostawione gówno. Na szczęście to dla mnie nie pierwszyzna.   Dostałem dwóch nieopierzonych „śierściuchów”, ale na szczęście mają serce i jakoś „ogarniają” swoje młode, wypocone tylko w kraju wojsko.  Żeby tylko na pierwszej akcji nie dali się zaskoczyć i nie popuścili w gacie jak kilku najbardziej „mocnych w gębie” z poprzednich zmian po pierwszej kuli świszczącej nad głową.

Minęło 2 godziny ,a żołnierze są już rozstawieni na posterunkach, a baza w miarę ogarnięta. Zarządziłem porządki (niestety nie ma tu za dużo trawy do wyrywania z placu apelowego). Standardowe nigdy nie kończące się czyszczenie broni powinno nie pozwolić nudzić się wojsku. Na szczęście wszędobylski i osiadający na wszystkim  kurz nie pozwoli się zmarnować ich szczoteczkom do zębów, których i tak nie używają.    Podpadnięci już kopią rowy kloaczne i palą tony gówna po ostatniej zmianie… Higiena to podstawa bo roznoszących zarazę much tu latają całe roje. Niestety problemy z czystą wodą i zaopatrzeniem (minowane systematycznie drogi) zmuszają nas do oszczędności, więc basenu przez rok nie będzie.

    Godzina 14 mamy pierwszy próbny alarm. Chłopaki rzucają wszystko i ruszają na stanowiska. Ogarnęli w 30 sekund jak na ćwiczeniach więc mają szansę ,że wrócą do domu w jednym kawałku. Zwiad amerykański donosi ,że w okolicy bazy gromadzi się podejrzany element.  Cholerne góry naokoło dają pole do popisu naszym gościom więc trzeba być czujnym.  Wszystkie kierunki bazy obstawione, Honkery i Rosomaki na stanowiskach by wesprzeć ewentualne zakusy na niezapowiedzianą wizytę w bazie. Biało-czerwona prowokacyjnie łopocze na wietrze ,a „zielony diabeł” odstrasza przy wjeździe nieproszonych gości swoim 30mm szybkostrzelnym Bushmasterem.

grouzik

Zielone diabły gotowe do akcji

12.00 zgodnie z planem podjeżdża niezapowiedziana inspekcja. Cztery „wypucowane” kapitańskie gwiazdki migocą w słońcu jak zaproszenie dla brudnego i zazdrosnego snajpera, by naturalnie przerwać tę kłopotliwą sytuację.   Niestety o tej godzinie trwają modły więc inspekcja dojdzie do końca. Standardowy „zjeb” młodych na bramie rozpoczyna miłosny pląs naszego gościa. Chłopaki „pękają”  i próbują samobójczej pyskówki, która brutalnie przerywam jedynym właściwym  tekstem, który łapie komputer pod czapką trepa – „Tak jest panie kapitanie”. Zwiedzamy bazę. Zostawiona w czasie alarmu rozłożona broń poprawia humor naszemu gościowi i jest nadzieją na wykazanie się w sztabie.  Niestety alarm to alarm więc seksu z tego wyżej nie będzie. Chowamy gnaty do magazynu i idziemy do kwater. Burdel, damskie pończochy, lalka dmuchana i inne zabawki z nocnej szafki na wyrach  nie uchodzą czujnemu oku przełożonego.  Tylko rozkładającej się miejscowej kozy tam  brakuje.  Po obietnicy że opony Honkerów będą od szorowania szczoteczkami do zębów jutro błyszczały, dziki zew w oczach przełożonego znika i psychika trepa wraca do normy.    Jeszcze tylko standardowa  dowałka do zbyt nisko i krzywo łopoczącą flagą na nieposłusznym lokalnym wietrze i wizyta dobiega końca (przed zakończeniem modłów lokalnych snajperów).  Przed wieczorem lepiej nie poruszać się bez obstawy saperów bo idą ostre wykopki , więc oficjel bez większych uwag zmywa się dla swojego dobra,  nie przyjmując nawet zaproszenia na tradycyjną wieczorną wódeczkę.

Przed wyjazdem dostajemy informacje o zbliżaniu się konwoju ONZ w pobliskiej wiosce. Mamy zabezpieczyć ich bezpieczny przejazd późnym wieczorem.  Przyjmuje zadania i macham na pożegnanie wraz z chłopcami .

Czekamy też na dojazd spóźnialskich z naszej zmiany (niestety problemy żołądkowo-jelitowe ) to tu norma i nasz szpital w Bagrham ma zawsze co tu robić…

14.00 Nudę przerywa rozkaz dokonania zwiadu na pobliskiej wiosce Garmarud. Widziano tam podejrzanych typów wypytujących o naszą bazę i przejazdy kolumny zaopatrzeniowej.   Przed pojawieniem się ONZetowców

 trzeba to koniecznie sprawdzić.  Drużyna Alfa w Rosomaku przygotowuje się do wyjazdu na patrol.  Przy bramie zamieszanie.  Krzyk „kontakt” i tysiące godzin treningu wywołuje odruchowy bezbłędny taniec. Słychać strzały ciężkiego kalibru  i pod szlaban podjeżdża uzbrojony pickup próbując otworzyć bezpośrednio ogień na wprost bramy do wnętrza bazy . W 5 sekund później dymiący wrak i 5 uzbrojonych trupów przy zabudowaniach  pokazuje ,że chłopcy zdali swój pierwszy egzamin na pięć!   Nie udało się nas zaskoczyć.

Przyśpieszamy wyjazd by uspokoić okolicę i zabezpieczyć teren. Talibowie dobrze wiedzą przez swoje wtyczki u pracowników cywilnych w bazie ,że dopiero się mościmy i dobrze skalkulowali w czasie swoje działania.  Nie dopuścimy,jednak  by pokazać po sobie słabość ,a „zielony diabeł” powinien szybko pokazać ,że nowo przybyli nie są nowicjuszami i nie będą łatwym celem.  Zrobili nam test ,a teraz chłopcy przetestują ich w ramach wzajemności. Niestety nie witają jak u nas chlebem i solą tylko tradycyjnym  RPGiem i IDkiem, o czym moi chłopcy dobrze wiedzą…

Sprawdzenie łączności , powtórzenie zadań ruch ręką i krótkie z Bogiem i konwój rusza w drogę.

20 minut i alarm na radiu. Zamachowiec tkwi na skraju drogi. Saper bezskutecznie próbuje rozborić ładunek. Coś nie poszło i prymitywny zapalnik w reku sambójcy nie zadziałał. Saper nie może rozbroić ładunku ,a typ mimo wezwać cały czas próbuje  raz po raz naciskać przycisk który trzyma w ręku. Zapytane przez radio co robić i szybka decyzja – unieszkodliwiamy.  Nie można ryzykować kolejnych strat. Gdy przyjechałem obiecałem chłopakom ,że wrócą wszyscy do domu.  To nie pozwala  się wahać.  Jeszcze klika sekund i mogła nastąpić kolejna tragedia.    Pada rozkaz przeszukania zabudowań.  W chwilę potem głuchy łoskot słyszany w bazie nie pozostawia wątpliwości. Chłopaki wpadli w zasadzkę i chłopaki z Alfy wpadli pod zabójczy ostrzał moździerzowy.  Talibowie dobrze wstrzelali się w teren. Młody sierżant wydaje  przytomnie natychmiastowy rozkaz wycofania oddział i odskakuje na bezpieczną odległość i ratując sprzęt i życie chłopaków.  Niestety panika daje znać o sobie. Na radiu słyszę prośbę o natychmiastowe wsparcie.  Nie ma takiej potrzeby ,ale nie znam sytuacji więc ogranizuję grupę z elementów ochrony bazy Charlie i posyłam dodatkowe jednostki bezpośrednio pod  Rosomaka.

novee

Wsparcie pomaga kolegom w Garmarut

Umieszczam strzelca wyborowego , który zajmie się ewentualnym spoterem, który nakierowywał ogień na oddział. Wspólnie czyszczą i sprawdzają teren. Talibowie widząc  ,że z bazy dojeżdżają posiłki i strzelców wyborowych  przerywają ogień i wycofują się by możliwe dodatkowo wezwane lotnictwo nie dokonało na nich rzezi. Garmarut szybko zostaje oczyszczone z pozostałości wroga i  oddział zgłasza gotowość do powrotu do bazy po wykonaniu zadania z sukcesem.

Czekamy na powrót chłopaków i ich pierwsze relacje…..

Nie na darmo nazwali się LEGIONEM

CDN …. nastąpi 🙂

(inne pamiętniki oczami poszczególnych żołnierzy dostępne w naszej serii)

Dołącz i napisz swój własny pamiętnik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *